Szybką po oczach
By V.V. on Feb 14, 2008 in Po Polsku
Podjechał, wyłonił się z szarej zimą mgły. Konie mechaniczne zarżały piskliwie, a ludziska-kartofelki przerzuciły się do przodu, a później do tyłu. Na zakręcie powtórka z rozrywki.Na ścianach pudła rozpaćkane, żółte reklamy. Jeszcze tylko pogarszające ogólny nastrój nędzy panującej wokoło. Owe specyficzne murale są tak skonstruowane, są złożone z maleńkich kropek. Tak, że kartofelki w płaszczach, dresach i butach ze spiczastymi czubami są odcięte od widzialnego krajobrazu roztopionego, ale jednak jeszcze zamrożonego polskiego świata.
Wsiadło się do środka.
W Eyre Square Center jest wehikuł, który dostarcza klientom podniety w postaci imitowania jazdy na kolejce górskiej czy też, międzygwiezdnej podróży. W tym zakątku Polski, skąd się wyjechało, również działa taka maszyna. Toruńska Masakra Z Komunikacją kosztuje cię tylko (hmm…) 2 złote 10 groszy. Kanarkowy bilet na taki sobie, rollercoaster.
Na Polach miało się bawić tylko z dwa tygodnie, przeto człek nie zaopatrzył się w bilet miesięczny. Pozostało kupowanie w kioskach. I u kierowcy. I tu zabawa się rozkręca.
Autor nie wie, jak wiadoma sprawa ma się w innych miastach. Bynajmniej, podmiot niniejszego wywodu, przyznaje, kaje się i bije w piersi, mea culpa, mea culpa - zapomniał o arcyważnym szczególe, o sorry - przepisie, a nawet jeszcze lepiej - zakazie.
Całe zajście zaczyna się godzina jedenasta w południe, minut dwadzieścia. Stoję już przy szybce, oddzielającą kierowcę autobusu od reszty tłuszczy. W dłoni (o tym nie zapomniałem) trzymam odliczoną kwotę (cytuję za naklejką na szybce: „Pasażer musi posiadać odliczoną kwotę”. I dalej: „Niemożność kupna biletu u kierowcy nie zwalania pasażera z obowiązku posiadania ważnego biletu na czas przejazdu”).
- Dzień dobry, poproszę bilet.
W radiu wyje boski Enrique. W Irlandii podczas wakacji słuchacze nazwali to dzieło ‘ping-pong song’.
Marsowe oblicze młodego kierowcy. Bierze w dłonie bilety. Odrywa jeden, ale robi to z miną typu „idź i nie wracaj” lub też „giń śmieciu”. Coś jest nie tak.
Co jest nie tak?
- A wie pan, że w tych godzinach nie sprzedajemy biletów!?
Mea culpa, mea culpa. Moja bardzo wielka wina. Amenzja emigrancka.
Good morning Poland.
I kręcenie, i stękanie, kłamanie, że nie jest się stąd, że się nie wiedziało i tak dalej, i tak dalej i wije się człowiek jak piskorz, byle tylko mieć ten świstek.
- To niech se pan przeczyta!
I łup! Plastikiem po oczach. Szybka zatrzaśnięta, audiencja skończona, reprymenda otrzymana.
Good morning Poland!
PS. Jeśli ktoś chciałby kupić bilet u kierowcy w toruńskim MZK, to ogłaszam wszem i wobec, iż jest to możliwe tylko w godzinach od 18.00 do 06.00.


kasia on Feb 28, 2008 at 11:27:16
no tak - co kraj, to obyczaj ;)
V.V. on Feb 29, 2008 at 15:11:55
Tak, tylko że wiesz - mi chodzi po prostu o GRZECZNOŚĆ. UPRZEJMOŚĆ. Czy to tak wiele?
reminder on Mar 2, 2008 at 23:54:36
“jem przecież” :)