Pocztówka znad krawędzi

Rozmemłane. Wszystko rozmemłane. To jest to słowo, hasło na pierwszy dzień wizyty w kraju ojców. W rytuale odwiedzin tak naprawdę liczą się tylko ci, którzy zostali na placu boju, czyli rodzina. Lecz z drugiej strony, są przecież jeszcze „te jeziora, co wokół rozlane”, jak śpiewał Grzegorz Turnau na ścieżce dźwiękowej do „Pana Tadeusza” Wajdy. Otóż to.

To, co jest tu napisane, to wyraz subiektywnych odczuć. Nie wiem, jak podróż z lotniska do swych domów rozrzuconych po Polsce, znieśli inni pasażerowie, lecz autor niniejszego chce tylko zaznaczyć, iż doznawał agonii. Siedział z nosem przyklejonym do mokrej szyby i wygłodniałym wzrokiem pragnął wyłowić COŚ, cokolwiek, choćby najmniejszy szczegół, czy to w budynku, czy w naturalnym krajobrazie, który sprawiłby, że serce ściska się ze wzruszenia. Że oto volver, powracam. Jeszcze bez „pomarszczonego czoła”, ale już przecież z „duszą zakotwiczoną w słodkie wspomnienie”. Que lloro otra vez. Umieram ponownie.

Otóż to. Umieram ponownie. I, niestety, w tym przypadku metafora nie będzie chwytała za serce.

Przypomina mi się kolejny utwór, tym razem Kazika - „Mieszkam w Polsce”. Dokładniej, fragment tekstu o dworcach i chodnikach, ze „jest tak brzydko i brudno, że aż pękają oczy”. Właściwie, to można by to podpiąć do tej większej części naszego kraju.

W samolocie mógł ci pękać żołądek, w samochodzie - to, co łączy cię z estetyczną stroną życia. Estetyka, pojęcie szeroko rozumiane. Być może ktoś zauważył widmo piękna w zardzewiałych szkieletach ciężarowych starów, na wpół zjedzonych już przez ziemię podwórkową prywatnych posesji. Zamarznięte ogródki ogrodzone oponami (pan na zagrodzie równy wojewodzie. Moje podwórko, mój gust, nieważne, że to raczej bezgust, a już w ogóle nieważna jakaś tam opinia, jakiegoś tam polaczka-robola z Irlandii powracającego). Może to jest piękno po polsku. Może to sprawka pory roku. Deszcz zacinał, oblekał wszystko szarą mgłą, deszcz złożony z kropel, liści i wirujących śmieci. Zaniedbane kamienice, wszystko rozmemłane, wszystko jakby zaczęte, ale przerwane, nieskończone, rozrzucone. Wszystko na krawędzi upadku i zgnicia w czasie. Poza strefą dobrego gustu.

Zaniedbane twarze. Nie pod względem higienicznym, ale estetycznym (czy to słowo jest wstrętne dla Polaków? Trącające chińszczyzną?). Oczy pozbawione doznania piękna. Nawet nie - po prostu czegoś ładnego. Tak, tak, wiem, że beauty is in the eye of the beholder, ale błagam,niech nikt nie próbuje mnie przekonać o pięknie gargamelowatego, pseudoszlacheckiego pałacyku, odmalowanego w wściekle różowe ściany, górującego nad zapleśniałymi budkami z chinese food, klockiem mieszkalnym pokrytym eternitem i komórką z falistym daszkiem. Całość oprawiona w zabłocone chaszcze.

Może to sprawka pory roku. Naprawdę, jestem skłonny wbić sobie to zdanie do głowy, bo czy chcę, czy nie, to kraj, gdzie się urodziłem. I choćbym nie wiem gdzie dokonał żywota, tam wszystko się zaczęło. Tak więc, mogę nawet zmusić się do karmienia estetycznego wymiaru mojego jestestwa tymi pięcioma słowami. A może czterema? Wtedy, wyrzucając „może”, będę usprawiedliwiał Polskę, mydlił sobie oczy i krył polski wstyd. Że brud. Że syf. Że znów, po raz kolejny, w ogonie Europy. Nawet w czymś takim, jak kategoria wyglądu.

„Chaos, bałagan wizualny bardzo zbliża Polskę do Trzeciego Świata. W żadnym innym cywilizowanym kraju nie ma takiego zaśmiecenia przestrzeni publicznej”. *

Siedzę, piszę i powtarzam jak mantrę owe cztery wyrazy. Zaklęcie, które ma rozpalić mętny płomyk tęsknoty. Takiej prawdziwej, niewymuszonej. Co za ironia. A cóż innego robię, jak nie oszukuję się świadomie (sic!). Słowo „niewymuszonej” winno być skreślone.

Niestety. Litania do piękna-Polski-gdzieś-tam-ukrytego nie pomogła. Nie ma mowy o żadnej tęsknocie. Nic mnie tu nie zatrzymuje. Nie obejrzę się ze smutkiem, gdy będę wsiadał do samolotu lecącego do Irlandii. Nie wiem, czy odetchnę z ulgą. Czy za parę miesięcy, jak Jan Lechoń powiem: „A wiosną - niechaj wiosnę, nie Polskę zobaczę”. Nie wiem.

Irlandczycy, z którymi pracuję, prosili żartem o pocztówki z Polski. Dobrze, że wyczuli ton swych próśb i zaoszczędzili mi wstydu.

* są to słowa K. Chwaliboga, wieloletniego prezesa Związku Architektów Polskich i zostały pierwotnie wydrukowane w tygodniku „Polityka” - nr 4 (2488) z dnia 29-01-2005; s. 4 Raport

6 Comment(s)

  1. kasia on Feb 28, 2008 at 13:02:53

    matko, gdzie autor bywa, ze zupełnie piękna nie widzi? :O prawdę powiedziawszy - jestem w szoku, bo znam Polskę z innej strony, własnie z tej piękniejszej ;) zapraszam choćby do Wrocławia :) pozdrawiam - Kasia

  2. V.V. on Feb 29, 2008 at 15:19:52

    Nie mówię, że cała Polska jest ble: mamy oczywiście rynki Starych Miast, mamy Wieliczkę, góry, ale jednak w większości, gdy tylko opuścisz odrestaurowane place i zakątki, masz jeden wielki mess - wszystko bez ładu i składu :(((
    Takie jest przynajmniej moje odczucie wizualne.
    Tak się złożyło, iż autor wylądował we Wrocałwiu (nie ublizając Twemu - jak sądzę - miastu :) ) i przejechał trochę kraju, widząc to i owo.

  3. reminder on Mar 2, 2008 at 23:50:44

    Pierwszy raz wracasz, że taki szok terminczy przeżywasz? :)

  4. izabelacz on Mar 3, 2008 at 23:25:39

    a ja z cielęcym wzrokiem i strużką śliny płynącą z ust pochylam się nad polskim krajobrazem szczególnie tym miejskim.Gomulicki w pewnym wywiadzie powiedział”Mała architektura z pogranicza absurdu.Wytłumacz komuś w Meksyku, co to murek i po co to kurwa jest”.a tu każdy Polak ma ten sam zestaw zdjęć.

  5. V.V. on Mar 7, 2008 at 23:20:50

    Tak, pierwszy - i dobrze zostało to ujęte w słowa (”szok termiczny” ;P )

  6. b. on Aug 17, 2008 at 20:20:18

    Czuję podobny niesmak wracając do Polski, a nawiązując do wątku -wracając do Wrocławia. Mogę wiele dobrych rzeczy o tym mieście powiedzieć, ale piękne nie jest. Raczej zaniedbane, obdrapane, zapuszczone… Raz kiedyś zjawiłam się w nim jesienią -tak szaro i smutno nie bywa nawet w Irlandii deszczową porą.

    Niesłychanie dobry tekst, chylę czoła przed autorem, nazbyt bawi się słowami, co tylko potwierdza, iż kocha to co robi, pisać znaczy.

Post a Comment

To prove you're a person (not a spam script), type the security word shown in the picture.

Anti-spam image