Patryk Okiem Uczestnika - Daliśmy Radę

Niemożliwe - pomyśleli niektórzy z nas, kiedy na jednym z pierwszych w tym roku zebrań GIPA (Galway Irish Polish Association) ktoś rzucił propozycję wystąpienia na marcowej Paradzie Świętego Patryka.

Trzy miesiące później, 17 marca na ulicach Galway zaprezentował się zorganizowany z dużym rozmachem polski pochód. Hasłem przewodnim tegorocznej parady było „Galway: miasto plemion”. Postanowiliśmy poprzez piękną irlandzką tradycję parady zaprezentować kawałek naszej polskiej tradycji.Kiedy na 10 minut przed wyruszeniem spod remizy, która była początkiem trasy, operator dźwięku zakomunikował, że właśnie wysiadł wzmacniacz, wszyscy wystraszyli się nie na żarty. Do występu muzyka była nam przecież niezbedna.

- Działa! - po kilku minutach niepewności krzyknął triumfalnie, występujący w szlacheckim kontuszu Mirek…, na co naturalnie wszyscy odetchnęli z ulgą. Naprawił wzmacniacz, po czym wetknął szable za pas i rozsiadł się wygodnie przy suto zastawionym biesiadnym stole. Oprócz wspomnianego stołu na ciągniętej przez landrovera lawecie jechała prowizoryczna tawerna. Prezentowała się jednak wzorowo, co w głównej mierze było zasługą Sławka i jego stolarskich zdolności. Otwierający przemarsz motocykliści z hukiem odpalili swoje maszyny. Na każdym z motorów powiewała polska flaga. Za nimi ruszył landrover z lawetą, który dotarł do nas aż z Shannon, a zaraz za nim my, pełni energii ruszyliśmy w 1,5 godzinną wyprawę na Eyre Square. Przy tak pięknej pogodzie była to przyjemność. Już na wstępie zaprezentowaliśmy zgromadzonej po obu stronach ulicy licznej widowni nasz popisowy numer, czyli polonez. Zaraz po polonezie przyszła pora na “bystrą wodę” i “czerwone korale”.. .

Podczas przygotowywania układu do poloneza na sobotnich warsztatach w St. Joseph College, była także rozważana możliwość zatańczenia Krakowiaka, ale po kilku bezskutecznych próbach wszyscy zgodnie uznali, że z tym numerem lepiej jednak zaczekać do przyszłego roku. Na finiszu zawodów, czyli na samym Eyre Square, po krótkiej komendzie Roberta wzywającej do mobilizacji odtańczyliśmy ostatniego poloneza, chyba w najlepszym wydaniu. W pięć minut później, już poza zasięgiem wzroku tłumu, zaczęły się wzajemne gratulacje. Serce rosło, że irlandzkiej Polonii udało się zorganizować tak efektowne przedsięwzięcie.

W moim odczuciu pokazaliśmy przede wszystkim sobie, ze potrafimy jednoczyć się dla wspólnych celów, współpracować ze sobą, kiedy wymaga tego interes naszej społeczności. To powinno stać się regułą.

Serdeczne podziękowania za finansowy wkład w realizację występu należą się naszym sponsorom: Logstrup Ireland Ltd., Bike - Tech Motorcycles. Hurtowni Polskiego Mięsa i Wędlin „Robert & Robert” oraz szkoły Saint Jospeph’s College (The Bish) z Galway. Podziękowania także dla Motocyklistów z Galway oraz kolegów ze Sligo, Dublina i Shannon, którzy przybyli nam z pomocą.

1 Comment(s)

  1. emarcus on Mar 29, 2008 at 22:07:45

    Ciekawie napisany artykuł. Ciesze sie że w końcu Polacy pokazali się w Galway! Dzieki Wam!

Post a Comment

To prove you're a person (not a spam script), type the security word shown in the picture.

Anti-spam image