Jak dziwnie swojsko być Nomadem
By V.V. on Feb 14, 2008 in Po Polsku
I jak powiedziała Kassandra: gdy Polska będzie od morza do morza, wtedy skończy się świat.Ale dziś nie można się tym przejmować. Przeżyliśmy już tyle millenniów, iluż Nostradamusów; tyle katastrof ile wojen, tyle chorób ile rozwodów, tyle…etc., etc. - wobec takiego zaplecza „coś kiedyś tam przekazane w wiejskich domach, dawno, dawno temu” nie ma racji bytu. Ale - cóż to znaczy, ta bajkowa fraza „dawno, dawno temu” w - już kosmopolitycznych, ale jeszcze (w niektórych przypadkach) z ksenofobicznymi naleciałościami - polskich-emigranckich mózgach? „Dawno, dawno temu”.
Bajki mają to do siebie, że opowiadają historie nieprawdziwe. Coś, co nie istniało. Mają też i morał. Morał z tego taki, że trzeba uczyć się języków. I tyle.
Zatem, gdy wyrośnie całe pokolenie - Dżulii, Kaśh, Hiubertoof Kowalskych, czy to w tekturowych irlandzkich osiedlach, czy pośród tulipanów Holandii lub pod Aurora Borealis islandzkiej ziemi - być może jedna z tych Julii, jedna z tych Kaś i jeden z tych Hubertów już nie będzie pamiętał tego, co autor niniejszego. „ A long, long time ago” będzie dla nich wstępem do mitologii człowieka nowego wieku - czyli „Gwiezdnych Wojen”. No dobrze, Julia i Kasia mogą wspomnieć jeszcze o Cinderelli. Ale co z nieszczęsną Kassandrą? Prawdopodobnie zostanie pomylona z raperem Cassidy lub też z jedną z bohaterek serialu made in Brasil. Pozostanie tylko świadomość: to nie istniało. Tego nie było. Dla nas tego nie było. I taka kolej rzeczy.
Nie będzie tak źle. Wszak czy nie działają prężnie polskie szkoły? Taka namiastka kraju dla nowej warstwy foreginers. Bo nawet z międzynarodowym życiorysem - z polskich rodziców, urodzony w Irlandii, szkoła w Anglii, uniwerek to w United Kingdom, to w Germany (jest przecież Erasmus i pozostali chłopcy z ferajny), praktyki w Kanadzie - zawsze w jakiejś części będzie się obcym. A może to jest tylko zdanie człowieka, któremu przypadł niezbyt wesoły okres, patrząc ze względu na jego pochodzenie? To jest - tu się robi już źle, i z pracą ale i jeszcze gorzej z ogólną atmosferą (i nie mam tu na myśli bynajmniej aspektów meteorologicznych). These Poles. These Pollacks. Ale - i tu się odzywa najprymitywniejszy, najczystszy instynkt każdego żywego stworzenia poddanemu prawom natury, czyli instynkt przeżycia - do kraju nie ma po co wracać. Informacja dla obcokrajowców, the information for foreginers: My Dear Readers, in Poland there is not living - there is just surviving.
‘That isn’t our problem’.
‘You’re right’.
I Polak zwiesza głowę i nie mówi nic. Bo to jest nasz problem, niemożność ruszenia tego wszystkiego i wtłoczenia na jako tako dobrą drogę.
Wobec tego, czy ci, co pozostali na poligonie, czy oni…czy oni są już skreśleni na liście doboru naturalnego? Oczywiście, że nie. Tu z kolei daje o sobie znać instynkt właściwy tylko i wyłącznie ludziom (autor przyznaje się, że jego wiedza na temat fauny i flory nie jest specjalistyczna, więc być może jest inaczej) - dążenie do wygody.
Czy chcenie dobrego, godnego życia jest grzechem? Cholerne chciejstwo życia po prostu. Bez zbędnych luksusów. Wstawania rano do pracy, wsiadania do własnego samochodu, oglądania głupich seriali, kupowania w Tesco i to wcale nie z najniższej półki. Z tej średniej, z tej, co większość przedstawicieli ludu pracującego. A czasami nawet wziąć i coś z tej najwyższej, wziąć bez kalkulowania w głowie, bez szargania umysłu i sumienia, i bez wyspowiadania się sufitowi w nocy bezsennej, pory koszmaru naznaczonego tymi strasznymi liczbami, ileż to mogłem zaoszczędzić, gdybym tego nie kupił. Życie z opcją: możliwość kupna pewnego dobra, które niekoniecznie jest nam potrzebne, lecz chcemy to. I już. Po prostu. Taaa - kupno czegoś DLA PRZYJEMNOŚCI (o matko, napisałem TO słowo!). Uwaga - bez straty punktów w portfelu. O ile tu jest epoka Simsów, to w Polsce jeszcze Pacman. Zjeść kulki w ciasnych korytarzach i uważać na robale. Zjeść kulki i byle starczyło od pierwszego do pierwszego, Boże drogi, byle starczyło.
Jasne, że starcza. Na kwaterę w sztandarowym polskim krajobrazie - bloku, tym klasyku naszej tradycji, gdzie produkty przemiany materii wsiąkają w szare firanki. Na gaz, za tv - magiczny artefakt, który musi, ale to musi być, bo chociaż on potrafi dać pożywkę szarej, zmęczonej masie. To znaczy, święty Telewi z Or, on generuje marzenia. Sprawia, że człowiek znów potrafi śnić. Piękne życie, z takimi rozterkami jak mieszkańcy ulicy z kwiatem na szyldzie. Co to za kwiat, autor nie ma pojęcia. Czy to tulipan? Licho wie, czy tulipan, czy mak. Mak byłby bardziej polski. Ale, ale, mak to nie, bo ktoś z Wszechpobożnej Młodzi mógłby zasugerować jakieś podteksty narkotyczne. Tulipan - to co innego. Takie holenderskie trochę.
Było o instynktach, a skończyło się na botanice.
My, emigranci, my jesteśmy tymi wygodnymi. Tymi grzesznymi, którzy powiedzieli „nie” ascezie. To nie jest wcale pean na naszą część.
Niektórzy nie mogli, niektórzy darzyli taką miłością, która zniesie wszystko. Nieważne, czy osoby, czy kraj. Czy coś innego, co po prostu ich tam zatrzymuje. Garstka ma takie zawody, gdzie naprawdę dobrze zarabia i żyje sobie dobrze. Ach, być takim patrycjuszem!
Czasami chciałbym być patriotą.
Niektórzy z emigrantów staną się nimi, gdy powrócą do Polski jako emeryci, a może i wcześniej. Może wtedy przyjdzie czas na zemstę, gdy lekarz, kiedyś młody student żarliwie uczący się norweskiego, tak sam z siebie, pochyli się nad takim pacjentem i wysyczy: co, na starość się wraca? Miało się wyjechać, on nie pojechał. Skandynawia pozostała w salonie w postaci ołtarzyka ku czci świętego Telewi.
Michał Anioł używał do swych prac marmuru z Carrary. Pracownik, może nawet i ten pacjent, raczej nie wiedział, skąd Ikea wzięła sosnę na półeczkę, Pamięta za to, jak Discovery nagrywało „Jak to jest zrobione?” w ich fabryce.
Pod Krakowem, pod Warszawą, powstają specyficzne enklawy. Rosną domki jednorodzinne, a pod jabłoniami w ogródkach będzie się wspominało kroniki irlandzkie. Dla niektórych dzieci, te opowieści będą czymś abstrakcyjnym. Będą baśniami. Bajkami, które im - na szczęście, słuchając niektórych wspomnień znajomych, „jak to było na początku” - zmaterializują się jako coś fantastycznego. Potem pójdą się bawić w ogródkach. Rodzice wychowani na podwórkach będą obserwować własny sen, który się ziścił. A gdy dzieci pojadą na kolonie, z pięknym akcentem porozumieją się ze sprzedawcą za pomocą nowej łaciny. I sprzedawca nie będzie musiał robić zdziwionej miny, ponieważ najmłodsze lata spędzone wśród angielskiego otoczenia zrobią swoje.
Ale są i tacy, którzy nie powrócą nigdy. Nawet jako nawóz dla kwiatów. Na pewno nie dla maków. Choćby nawet i dla tych tulipanów, byle nie maków. Będą się tułać od kraju do kraju, utworzą drugą Polskę, bez przeszłości i przyszłości, a ich hymnem będzie - jakżeby inaczej - ladypankowe „Wciąż jestem obcy”. Gdy tylko będzie przeładowanie polskiego czynnika, wtedy, wiadomo - to zacznie się już stan zapalny, na rodzimych mieszkańców danego kraju polskie sklepy, polscy sprzedawcy i ten wstrętny słowiański akcent (czy Polacy emigrują do Rosji czy na Ukrainę?), będą działały jak płachta na byka. Wtedy znów trzeba będzie się przemieścić. Szukać skrawka Ziemi, gdzie Polska nie zostawiła jeszcze swojego bigosowego zapaszku. Gdzie nie będzie się człowiek czuł, jako część plagi.
„Wicher silne drzewa głaszcze hej”. Niektórzy wytrzymują ostracyzm. Niektórzy nie.
I tak więc lecą dalej Ryanairem ,na ten drugi koniec tęczy, gdzie być może brzęczy garnuszek euro i nie ma jeszcze za wiele compatriots. Choćby siedem pasów rozpościerało się od morza do morza.


V.V. on Mar 7, 2008 at 23:24:01
Ehymmm…tak lipnie dawać pierwszy koment pod swój artykuł, ale autor pragnie tylko zaznaczyć, iż tytuł piosenki winnien być oczywiście “Wciąż bardziej obcy”. Za błąd przepraszam :)
Madzia on Mar 31, 2008 at 12:10:35
Ale sié przygnebiajaco zrobilo… Jednak coz, taka juz prawda, taki nasz los. Czy jednak nie ma gdzies tu pozytywow? Czy nie ma gdzies na tej ziemi dla nas miejsca? Moze Grenlandia… ;) Jest dobrze, poki jest Telewi z Or (pieknie stwierdzone)
Niedobrze jednak poki na tejze klawiaturze uniwersyteckiej nie generuja sie polskie literki ;) Pozdrawiam i brawo za bystry artykul.
V.V. on Apr 1, 2008 at 11:50:14
Za biało jak dla mnie na Grenlandii ;P Ale jeżeli będzie trzeba to cóż - poleci się i tam… :)
Pozdrawiam,
V.V.