Człowiek człowiekowi

Rozgoryczenie. Nerwy. Nie jestem pewna czy zbędne. Co jest powodem? Czy mity o emigrantach naprawdę muszą się potwierdzać?

Zawsze zdecydowanie mówiłam nie. Nie, bo nie czuję się nieudacznikiem. Nie, bo w Polsce miałam dobrą pracę, bo skończyłam studia na Uniwersytecie Warszawskim. Nie, bo mam w życiu wiele osiągnięć. I mówię po angielsku. I nie dlatego, że ktoś mi kazał. Ale dla tego, że od dziecka tego pragnęłam. Dzięki moim rodzicom, którzy ciężko zarobione pieniądze przeznaczali na moje lekcje. Bo nie stałam po kątach, nie zbijałam bąków. Wiele osiągnęłam, bo mocno wierzyłam w idealizm tego świata. Bo chciałam realizować swoje marzenia. Jedne się spełniły, inne zapewne już nigdy nie zobaczą światła dziennego. Ale w tym wszystkim nie chodzi o płakanie nad rozlaną szklanką mleka.

Otworzysz oczy i wiesz co teraz światem rządzi! Jakże trafna myśl! A tym łatwiej mi o tym mówić, bo jestem tu, w Irlandii. I na co dzień żyję z ludźmi, którzy z różnych względów opuścili kraj. Znam cudownych ludzi, mądrych i wykształconych, uczynnych i samodzielnych. Ale z drugiej strony przyszło mi żyć w prawdziwym gnieździe żmij, gdzie wzajemna obłuda i zazdrość przerasta wszystko to, co udało mi się dotychczas rozumieć. Starałam się bronić tych mniej zaradnych. Pomagać. Poświęciłam wiele mojego wolnego czasu czemuś, co dziś obróciło się przeciwko mnie. Nie słuchając rad starych przyjaciół, pomagałam, bo… Bo, albo by. By teraz słyszeć po kątach cichy śmiech i nieskrywaną niechęć. W moim własnym domu. W miejscu, gdzie przez ostatni rok byłam odpowiedzialna - tak z dobroci - za wszystkie opłaty, za wszystkie kontakty z landlordem, za wszelkie tłumaczenia. Gdzie zmęczona wyrywałam się ze snu, by odebrać kolejny telefon w sprawie pracy dla moich współlokatorów, by wydrukować listy polecające, by uzyskać poradę. Każdego dnia inna sprawa. Inna, ale nie moja. Sprawiedliwość jednak jest. Mój chłopak powiedział mi jednego wieczoru - „przeczekaj, żmije same się wygryzą”. I w chwili gdy to piszę, te słowa się urealniły. Nie obeszło się bez moich nerwów, a między czasie interwencji policji w sprawie przypadkowych współlokatorów uwikłanych w incydenty łamiące prawo. Prawo i wszelkie zasady.

Przez półtora roku mojego pobytu w Irlandii musiałam się wstydzić za moich rodaków. Za Polaków, którzy przekonani, że są wystarczająco dorośli, by żyć z dala od rodzinnego domu, uwikłani w kłopoty i napędzani próżnością i nieznajomością języka, szukali odpowiedzialnych za swoje porażki. Bo ciężko się pogodzić, gdy jeden pracuje, a więc zarabia, spełnia marzenia, a drugi liczy centy, bo brak na czynsz. I jeszcze to skąpstwo. Bo to kolejny krok do destrukcji. Ale o tym nie chcę pisać. Przynajmniej nie teraz. Przyjdzie czas na powieść, gdzie młodzi polscy emigranci będą borykać się z trudami życia w kraju miodem i mlekiem płynącym. Najważniejsze jest to, że dziś bardzo tęsknię za Polską. Wprawdzie biedną, ale niewspółmiernie inteligentną. Gdzie setki ludzi marnuje swoje talenty w imię patriotyzmu. Żałuję, że to Ci zostali w Polsce. A może lepiej. Może ten odsetek niby dorosłych, który zostawił za sobą polską rzeczywistość uratuje nasz kraj, pozostawiając jednocześnie na Szmaragdowej Wyspie to samo nieszczęście? Może to dlatego tubylcy coraz mniej nas lubią? Może dlatego się nas obawiają? Pora się nad tym zastanowić.

1 Comment(s)

  1. reminder on Feb 25, 2008 at 19:19:06

    Bardzo ciekawe przemyślenia, sam znam wielu rodaków robiących nam taką nieciekawą opinię. Jednak nie wydaje mi się, żeby którykolwiek próbował się nad tym zastanawiać, nawet jeśli przypadkiem przeczyta ten tekst :) Nie wydaje Ci się Iwono?

Post a Comment

To prove you're a person (not a spam script), type the security word shown in the picture.

Anti-spam image