Dało się również słyszeć głosy, że ta bajka była niezrozumiała dla maluchów. I potwierdził to niejako Mirosław Korzeb, dyrektor Teatru Guliwer z Warszawy.
- Muszę przyznać, że nasi najmłodsi widzowie mogli mieć trudności z rozumieniem tej formy przekazu – wyjaśniał dyrektor podczas naszej rozmowy. – Jednak ogromnym plusem jest to, że dzieci mogą zobaczyć, że istnieją różne formy opowiadania bajki. A nasz spektakl taki właśnie jest. Łamiemy tradycyjne podejście do grania bajek, stąd śpiew i nasze piękne, barokowe stroje. Mam nadzieję, że druga część Panią przekona, bo akcja przyspiesza, a tym samym na scenie dzieje się więcej – usłyszałam.
Jednak mnie przekonywać nie trzeba, bo – jak już wspomniałam – choć była to bajka, cała sztuka wzbudziła we mnie bardzo pozytywne emocje. Tym bardziej, że od ostatniej wizyty w teatrze minęło kilka lat…
Obie Panie zasłużyły na słowa podziękowania i wdzięczności, ponieważ wspólną pracą doprowadziły do tego, że my Polacy mieliśmy szansę obejrzeć spektakl w naszym ojczystym języku. Najbardziej chodziło o dzieci, które żyjąc poza granicami Polski mają niewielkie szanse na uczestnictwo w tego typu wydarzeniach. A wrażeń było naprawdę dużo. W przerwie można było obejrzeć wystawę prac malarskich, które stanowią uzupełnienie do tomiku bajek – „Najpiękniejsze bajki polskie” stworzonego z inicjatywy Joanny Fabisiak, Przewodniczącej Podkomisji ds. Młodzieży. W przerwie również każde dziecko otrzymało taki egzemplarz, co oczywiście wywołało uśmiech na twarzach maluchów.
- Zrobimy wszystko, aby za rok znów móc się tu spotkać – mówiła z wielkim zaangażowaniem Joanna Fabisiak.
I wszyscy trzymamy za to mocno kciuki. Zwłaszcza dzieci, które na zakończenie spektaklu krzyczały „dziękujemy”, co poza wzruszeniem u organizatorów wywołało wzruszenie samych aktorów. Ci, podobnie jak gość specjalny otrzymali drobne upominki z rąk Agnieszki Grocholi, dyrektor szkoły.
I mimo, że spektakl łamał tradycyjny pogląd na bajkę, co mogło rozczarować najmłodsze dzieci, to wzbudził niesamowite emocje wśród starszej części widowni. Dorośli byli po prostu zachwyceni i chętnie dzielili się swoimi spostrzeżeniami w czasie przerwy. Trzeba dodać, że dzieckiem już dawno nie jestem, ale bajkę w takim wykonaniu oglądałam po raz pierwszy i byłam zachwycona. Aktorzy mieli przepiękne stroje barokowe, a treść bajki była wzbogacona śpiewem. Elementy operetki doskonale łączyły się w jedną całość z tekstem mówionym, a przy okazji urozmaicały przedstawienie. Różnorodność rekwizytów, jak również dodatkowych postaci (które w bajce o :”Czerwonym Kapturku” nie występują) dodawała całości niezwykłej magii. Co ważne, spektakl był w języku polskim i była to jedna z niepowtarzalnych okazji doświadczenia kulturalnego na emigracji. Wprawdzie aktor prowadzący na początku spektaklu rozmowę z dziećmi, w tym quiz ze znajomości polskich bajek, uchylił rąbka tajemnicy mówiąc, że za rok również przyjadą. O taką możliwość będzie w dalszym ciągu zabiegać Agnieszka Grochola, dyrektor Polskiej Szkoły w Galway, jak również Joanna Fabisiak, poseł na Sejm, która była specjalnym gościem wydarzenia.
Z założenia wszystkie bajki kończą się happy-endem, dlatego „Czerwony Kapturek” też ma szczęśliwe zakończenie. I mogły się o tym przekonać wszystkie dzieci, a przy okazji dorośli, którzy towarzyszyli swoim pociechom w teatrze podczas spektaklu „Czerwony Kapturek” wystawionego przez aktorów teatru Guliwer z Warszawy.